RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Tychy » Sprawdzaj, co jesz!

Sprawdzaj, co jesz!

2008-07-26, Aktualizacja: 2008-07-25 22:06

Dziennik Zachodni Agata Pustułka

Szczurze zęby i mysie odchody w wyrobach garmażeryjnych oraz larwy w mleku dla dzieci - takie niespodzianki znaleźli inspektorzy z Inspekcji Handlowej w Katowicach, podczas kontroli towarów oferowanych klientom.
Szczurze zęby i mysie odchody w wyrobach garmażeryjnych oraz larwy w mleku dla dzieci - takie niespodzianki znaleźli inspektorzy z Inspekcji Handlowej w Katowicach, podczas kontroli towarów oferowanych klientom.

- Z zębem gryzonia zgłosiła się do nas jedna z klientek. Znalazła go podczas jedzenia kaszanki. Gdy nasi pracownicy rozkroili wędlinę ww wskazanym sklepie, okazało się, że szczurzych zębów jest więcej. Nie jest wykluczone, że szczur w czasie produkcji kaszanki stracił nie tylko uzębienie, ale i... życie - wyjaśnia Maria Ślęzak, kierowniczka wydziału kontroli handlu i usług Śląskiej Inspekcji Handlowej.

W sprawie tej wszczęto właśnie dochodzenie u producenta kaszanki.

Do inspekcji handlowej wpływa coraz więcej skarg związanych z przeterminowaną i źle przechowywaną żywnością.
∨ Czytaj dalej
Wszystkie podejrzane artykuły są fotografowane i trafiają do "galerii osobliwości" ŚIH.

Bohaterką jednego ze zdjęć jest potężna larwa, pełznąca w sproszkowanym mleku dla dziecka. Opakowanie przyniosła do inspekcji przerażona matka.

Na innych fotografiach widać mysie odchody w ryżu oraz spleśniałe hamburgery oferowane... w promocji.

- Ostatnio przyszedł do nas klient, który podczas oglądania telewizji podjadał kupioną wcześniej czekoladę. W pewnej chwili zorientował się, że coś Pełza mu po ręce. Gdy zaświecił światło, okazało się, że w opakowaniu czekolady aż roi się od larw - wyjaśnia Maria Ślęzak.

Latem kontrolerzy szczególnie bacznie przyglądają się pubom i restauracjom. Okazuje się jednak, że grzechem głównym restauratorów są oszustwa. Czasem klient dostaje ryż z krewetkami bez... krewetek, albo pstrąga, który faszerowany jest ćwiartkami cytryn po to, by więcej ważył.

W "galerii osobliwości" znalazły się też fotografie pustych butelek po teoretycznie markowym alkoholu, które napełniono "zastępczą" mieszaniną wody i spirytusu.

Największym zaskoczeniem inspektorów było jednak odkrycie w żorskim barze sprzedaży alkoholu na kredyt. Klienci (opisywani bardzo ogólnikowo np. jako "Jurek z rowerem"), w zależności od zarobków mieli przyznane limity na zakup alkoholu (od 50 do ponad 200 złotych). Gdy nie płacili barmanka bezlitośnie wpisywała: "Koniec kredytu".

- Kobieta tłumaczyła nam, że robiła to, by zwiększyć obroty - mówi Maria Ślęzak. - Kredytowanie sprzedaży alkoholu jest niezgodne z ustawą o wychowaniu w trzeźwości. Zatem zeszyt skonfiskowaliśmy, a sprawą zajmie się sąd.


Galeria "osobliwości" ...


Sonda

Czy Śląsk jest gotowy na autonomię?