Wybierz region

Wybierz miasto

    Złoto jest tak blisko

    Autor: Michał Dudek

    2005-03-11, Aktualizacja: 2005-03-10 11:49 źródło: Dziennik Zachodni

    Dzisiaj hokeiści GKS rozegrają pierwszy finałowy mecz o mistrzostwo Polski z Unią Oświęcim. Rywalizacja obu drużyn będzie przebiegać do momentu, w którym jedna z nich wygra cztery spotkania.

    Dzisiaj hokeiści GKS rozegrają pierwszy finałowy mecz o mistrzostwo Polski z Unią Oświęcim. Rywalizacja obu drużyn będzie przebiegać do momentu, w którym jedna z nich wygra cztery spotkania.

    Teoretycznie możemy być świadkami siedmiu meczów. Jest to bardzo możliwe, bowiem spotkania w sezonie zasadniczym pomiędzy GKS a Unią były bardzo wyrównane. Zanotowano trzy remisy, raz wygrała Unia, a raz GKS. Bilans bramkowy pomiędzy tymi drużynami jest taki sam, obie drużyny zdobyły po jedenaście bramek.

    – Naszą ambicją jest zdetronizować Unię, która nieprzerwanie od siedmiu lat zdobywa tytuły mistrzowskie – mówi trener GKS Tychy Wojciech Matczak.

    Zostawić serce na lodzie

    Przed laty, w 1988 roku GKS też awansował do finału, jednak gładko poległ w pojedynkach z Polonią Bytom. Wtedy hokeiści mieli zagrać tylko dwa mecze. Niestety, swojej szansy nie wykorzystali i dwukrotnie przegrali.
    – Zrobiliśmy bardzo dużą niespodziankę. Nikt się po nas nie spodziewał, że zagramy w finale. Były w końcu mocne drużyny Podhala, Naprzodu Janów, oraz Zagłębia czy Polonii Bytom – opowiada Marian Drasyk, znakomity środkowy napastnik. – Być może popełniliśmy błąd, bo uznaliśmy, że srebro to już i tak wielki sukces, a mecze o złoto oddane były właściwie bez walki.
    – Gdybym teraz miał udzielać rad... Trudno by mi było, czasy się zmieniły. Każdy jednak musi na lodzie zostawić serce – a drużyna musi strzelić o jedną bramkę więcej niż przeciwnik – dodaje z uśmiechem Marian Drasyk.

    Uczeń lepszy od mistrza

    Oprócz znakomitego Mariana Drasyka w drużynie grało wielu innych znanych hokeistów.
    Wśród nich Krystian Woźnica, który zawsze prezentował się bardzo dobrze i co najważniejsze skutecznie. Teraz syn pana Krystiana ma okazję zdobyć tytuł mistrzowski. Michał Woźnica jest podstawowym zawodnikiem trzeciej formacji i jeżeli tylko kłopoty związane z grypą miną, będzie mocną podporą tyskiego zespołu.
    Przykłady rodzinnych kontynuacji można mnożyć. Do seniorskiej drużyny powoli wchodzi Bartek Matczak, syn trenera. Być może od następnego sezonu na stałe przebije się do zespołu.
    Drugim trenerem GKS jest Dariusz Wieczorek. To on przed laty doskonale spisał się w półfinale. Teraz pod jego okiem takiej samej sztuki dokonał obecny bramkarz GKS Tychy Arkadiusz Sobecki.
    Historia lubi się powtarzać, ale teraz to uczniowie mają szansę być mistrzami.

    Wierni kibice

    Na lodowisku w Tychach możemy spodziewać się nadkompletu widzów, podobnie będzie w Oświęcimiu. Na wtorkowym spotkaniu działacze klubów, które zagrają w finale, ustalili, że kibice drużyn przyjezdnych będą mogli obserwować poczynania swoich ulubieńców. Do Oświęcimia będzie mogła się udać grupa tyskich kibiców licząca 220 osób, natomiast dla kibiców Unii przygotowano 100 biletów.
    – Taka różnica wynika z pojemności naszych lodowisk – mówi Karol Pawlik, dyrektor sportowy drużyny.
    Finał bardzo elektryzuje, nie od dziś wiadomo, że kibice obu drużyn nie darzą się sympatią. – Wierzę jednak, że pokażą to, że są najlepszą publicznością. Od kilku lat nie ma z nimi problemów. Wiem, że nic się nie wydarzy – zapewnia Andrzej Dziuba, prezydent Tychów.
    Przez pewien czas planowano, by na placu Baczyńskiego ustawić telebim, na którym można by było oglądnąć transmisje z meczów. Niestety, nic z tego nie wyszło. – Koszty takiego pomysłu stanowczo przekraczają nasze możliwości finansowe, a sponsorów nie mogliśmy znaleźć – mówi Karol Pawlik.




    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)