Ponieważ węgiel nie tanieje, a robi się coraz zimniej, niektórzy mieszkańcy wrzucają do swoich pieców kaflowych lub kotłowni wszystko, co się pali. Nie tylko miał czy drzewo, ale też na przykład plastikowe butelki, czy nawet kawałki opon.
To niebezpieczne, bo w przewodzie kominowym tworzy się więcej sadzy. Jeśli komin się zatka, może dojść do tragedii.
Kominiarze są często zapraszani dopiero w sytuacjach naprawdę krytycznych. Wcześniej muszą interweniować strażacy.
- Otrzymujemy wezwania związane z złym stanem technicznym instalacji kominowych, czego efektem jest zadymienie mieszkania czy klatek schodowych. Wynika to z tego, że właściciel wcześniej nie dopilnował obowiązku czyszczenia przewodów kominowych - mówi młodszy brygadier Mirosław Kucharz, zastępca komendanta straży pożarnej w Sosnowcu.
Bardzo często lokatorzy na własną rękę przerabiają piece i przewody kominowe, nieświadomie narażając siebie i sąsiadów na zaczadzenie.
Potwierdzają to kominiarze, którzy mają teraz sporo pracy. Są wzywani do domów, gdzie przewody kominowe nie były czyszczone nawet przez kilka lata.
- Podczas pracy notorycznie spotykamy się z przykładami ludzkiej bezmyślności. Na przykład lokatorzy zastawiają w mieszkaniach przewody kominowe, całkowicie uszczelniają okna, pozbawiając mieszkanie możliwości odprowadzania trujących gazów. Po prostu dym cofa się wtedy każdą możliwą drogą - mówi Stanisław Wietrak, kierownik zakładu kominiarskiego w Sosnowcu.
Tymczasem jeżeli przewód kominowy nie był czyszczony przez dwa lata, to zagraża nie tylko zapaleniem się sadzy, ale nawet rozsadzeniem komina.
- Jeśli ktoś ogrzewa mieszkanie piecem kaflowym, to musi robić to z głową i wyobraźnią. Nie można zamknąć drzwiczek pieca, zanim nie wypali się w nim węgiel. Zamknięcie dopływu powietrza do pieca kiedy pali się jeszcze węgiel, powoduje zbieranie się gazów, które mogą rozsadzić piec - dodaje Stanisław Wietrak.
Jeżeli piec zostanie zamknięty przed wypaleniem się opału, to węgiel tli się jeszcze przez kilka następnych godzin i wytwarza się tlenek węgla czyli czad.
Trzeba wezwać kominiarza
Zgodnie z prawem budowlanym w każdym budynku raz na rok kominiarze muszą sprawdzić stan techniczny przewodów kominowych, a co pięć lat dokonać ich inwentaryzacji. Sprawdzają wtedy, czy na przykład nikt nie przerobił instalacji na własną rękę.
Półroczna opłata za dozór kominiarski to 31 zł, a roczna 62 tyle.
Strażacy podkreślają, że ci, którzy dogrzewają mieszkania w mroźne noce, nie powinni ustawiać otwartych nagrzewnic w pobliżu materiałów łatwopalnych, które mogą zająć się ogniem. W budynkach z wiekową instalacją elektryczną nie można też przeciążać nadmiernie sieci, ponieważ może ulec przepaleniu. Każdy przepalony korek należy wyrzucić, a nie "watować" go.
Ofiar przybywa
Od poniedziałku na Śląsku zatruciu tlenkiem węgla uległo 10 osób (w tym czwórka dzieci). W efekcie tych zatruć jedna osoba zmarła, pozostałe hospitalizowano.
Wypadki w Żorach, Dąbrowie Górniczej i Rudzie Śląskiej potwierdzają fatalny stan domowych przewodów wentylacyjnych i kominowych.
- Czarna seria trwa i jeśli niebezpieczeństwo nadal będzie tak lekceważone, jak dotąd, to seria dramatów może potrwać niestety, aż do końca kwietnia. Właśnie tak działo się przed rokiem. Dopiero wiosną ludzie przestali się truć czadem - mówi Paweł Sikora, rzecznik Stowarzyszenia "Kominy Polskie", prowadzącego ogólnopolską akcję informacyjną "Ciepło jest ulotne".