Dariusz Dyrda nie żyje. "Humanista, Hanys, kpiarz", tak o sobie napisał na FB

Jolanta Pierończyk
Jolanta Pierończyk
Dariusz Dyrda (1964-2021)
Dariusz Dyrda (1964-2021) Profil Facebookowy Darka Dyrdy
Dariusz Dyrda nie żyje. "Humanista, Hanys, kpiarz", tak o sobie napisał na FB. Był też Dziennikarzem, przez duże D. Człowiekiem kontrowersyjnym, do bólu szczerym, ale niesłychanie dobrym i mądrym. Trudno uwierzyć, że nie żyje. Pogrzeb we wtorek, 27 lipca, o godz. 11 na cmentarzu komunalnym na Wartogłowcu.

Darek Dyrda. Humanista, Hanys, kpiarz - tak o sobie napisał na swoim profilu Facebookowym.

Tak, nigdy nie wiadomo było, kiedy mówi serio, a kiedy żartuje, czy wręcz kpi. Serio mówił na pewno 9 lipca na wernisażu jubileuszowej wystawy rzeźby swojego ojca, Augustyna Dyrdy, który 4 lipca skończył 95 lat.

- Miałem to szczęście, że przez 32 lata żyłem w jednym domu z wielkim artystą.(..) Widziałem, jak dojrzewa intelektualnie, jak staje się człowiekiem coraz mądrzejszym.(...) Może jako syn nie powinienem tego mówić, ale uważam, że na przełomie XX i XXI wieku nie ma w Europie lepszego od Augustyna Dyrdy twórcy rzeźby klasycznej - mówił.

Hanys?
Wielkim propagatorem śląskości stał się z czasem. Kiedy na początku mojej dziennikarskiej drogi pracowaliśmy w jednej redakcji, nie przypominam sobie, by na co dzień mówił gwarą. Ale kiedy już do tego dojrzał, uczynił z tego swoją misję. Niestety, niedokończoną, ale był na tyle skuteczny, że pierwsze owoce zdążył zebrać. Chwalił się tym w niedawnym felietonie, z 8 lipca, pt."Walczmy o język". Oto fragment:

" Kropla drąży skałę! Gdy zacząłem kilka lat temu moją zakupową misję, postanowiłem sobie, że w Hajmacie nie będę robił zakupów w języku polskim. Albo sprzedawca rozumie, co do niego mówię po śląsku, albo opuszczam jego sklep czy stragani szukam takiego, gdzie mnie zrozumieją. I prędzej czy później jednak takiego sprzedawcę znajdowałem. A teraz po prostu wiem, gdzie jest masorz, u kierego kupia kłymbůwka z ŏwieziny, u kierego piekorza kiej godom, co chcą trzīto żymła niy dowajom mi trzech żymeł, kaj kupia borer a niý wiertło, abo giskana a niý konewka. Kaj jak godom, co chca půł funta hauskyjzy, to przedowaczka niý ŏtwiyro zdziwiono gymby. Zaś do sklepów, kaj odpowiadajom: a po polsku pan nie potrafi – niý łaża wcale. Owszem, po polsku potrafię, ale w Warszawie albo Krakowie, a u sia, na Ślůnsku, godom po ślůnsku!
Moją zakupową akcję w Hołdunowie, gdzie mieszkam, podchwyciło sporo ludzi. Stoli za mnom we raji i godali: ja, ja,mo recht, jak chcom u nos handolować, to niych się uczom tukejszyj godki! I jak ja odchodzi od sprzedawcy pouczającego, że tu jest Polska, więc proszę mówić po polsku. A w rzīć sie charnij, ida hań, kaj wiedzom, co chca. A baby ze raje idom ze symnom.
No i nagle okazało się, że na sztandzie, gdzie sprzedawca wie, co mi podać, gdy mówię „dejcie mi gymizana zupa” jest ruch i interes się kręci, a przy sąsiednim sztandzie pouczacza, że tu jest Polska ludzi niewielu, kupi tylko czasem jakiś Gorol, a Goroli na hołdunowskim targu mało. I nagle… nagle pouczacz z bagażówką na małopolskich blachach zadał sobie trud, wysilił się, i gdy mu się powie, że radiski, tomaty, oberiba a marekwia - nie poucza już, jak mamy mówić, tylko podaje to, o co się poprosiło. Nagle na piekarni pojawia się ogłoszenie, że zatrudnię sprzedawcę, ale ze znajomością języka śląskiego. Nagle w restauracji kelnerka nie przewraca oczami słysząc, że ma mi podać malc, tylko przynosi butelkę ciemnego piwa. A w sklepie wielobranżowym, gdy poszedłem kupić dwa gierglasy, właściciel, który jeszcze kilka lat temu pytał mnie, czy mógłbym się przestać wygłupiać (chciołech uwdy kupić klapiczka), teraz grzecznie mi te dwa gierglasy podał. Wie już też, co to klapiczka, bo zorientował się, że nieznajomość języka autochtonów zmniejsza jego obroty i dochody.
Kropla drąży skałę...".

Taki był Darek.

Żartował do końca. Jeszcze 18 lipca, na trzy dni przed śmiercią, napisał na swoim profilu Facebookowym, dołączając zdjęcia ze szpitala: "Znikam na jakiś czas z FB, ponieważ mój nowy monitor nie posiada klawiatury...." Chodziło o jakąś aparaturę, na której wyświetlają się jakieś dane o funkcjonowaniu organów wewnętrznych.

Dlatego, kiedy gruchnęła wieść o jego śmierci, to ci, co go dobrze znali, zrazu myśleli, że to kolejny żart.

Niestety, nie tym razem. Szkoda. Wielka.
Darek, nie piszę żadnego R.I.P., itp. Ja po prostu ciągle nie wierzę....

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Materiał oryginalny: Dariusz Dyrda nie żyje. "Humanista, Hanys, kpiarz", tak o sobie napisał na FB - Bieruń Lędziny Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie