Sport na placu budowy socjalizmu. Wystawa w Muzeum Miejskim w Tychach ZDJĘCIA

Jolanta Pierończyk
Jolanta Pierończyk
Sport na placu budowy socjalizmu - to wystawa w Muzeum Miejskim w Tychach, która ma potrwać do 16 stycznia 2021, ale ze względu na nowe zarządzenie o zamknięciu instytucji kultury na pewno będzie przedłużona. Na pewno warto ją zobaczyć. Jest dziełem szefa Tyskiej Galerii Sportu, Piotra Zawadzkiego. Pokazuje stalinowskie założenia względem sportu i realizacje pełne paradoksów oraz dziwnych historii.

- Chcieliśmy pokazać czasy stalinowskiego sportu i kultury fizycznej poprzez fotografię, tekst, plakat, obraz, rzeźbę i sprzęt sportowy, żeby przekaz był jak najbardziej różnorodny. Chcieliśmy też przedstawić symbolikę najbardziej charakterystyczną dla tamtych czasów, dlatego podzieliliśmy tę wystawę na cztery strefy: centralizacja, masowość, planowość i koncentracja. To były główne cechy stalinowskiej kultury fizycznej, ale też ówczesnej gospodarki, kultury, ekonomii - mówi Piotr Zawadzki, kurator wystawy.

Otwiera ją cytat z z Leopolda Tyrmanda: "W komunizmie sport jest jedyną autentyczną zbieżnością interesów wyzyskiwanych z interesami wyzyskiwaczy".

- Jest to znakomita kwintesencja tamtych czasów – taki paradoks: władzy zależało, żeby osiągać sukcesy, ale sportowcom też, bo to była dla nich przepustka do lepszego życia.

Zaczynamy od dużego zdjęcia dziewczyny ćwiczącej przy radiu.

- Obywatel PRL musiał być zdrowy, gotowy do pracy i ewentualnej obrony granic. Dlatego postanowiono budzić społeczeństwo o 5.50 codzienną gimnastyka poranną. Prowadził ją przedwojenny lekkoatleta, zupełnie niezwiązany z polityką - mówi Piotr Zawadzki.

Obok - pierwszy eksponat: radio z 1953 r., gdzie wśród wypisanych miast widnieje Stalinogród.

Zamysł tej wystawy był był taki, by w każdej sali znajdowała się dominująca impreza rangi międzynarodowej, symbolika, a na stołach zdjęcia ze szczebla lokalnego, czyli z Tychów.
Pierwsza sala: Koncentracja. Igrzyska olimpijskie w 1952 r.
- Bardzo ważne, bo po raz pierwszy brał w nich udział ZSRR, ważne dla całego obozu socjalistycznego, igrzyska pełne różnych sprzeczności, paradoksów. Państwa socjalistyczne miały osobną wioskę olimpijską, kapitalistyczne – osobną. Szefem polskiej ekipy był znany polski pisarz partyjny Jerzy Putrament. Po powrocie jeden ze sportowców miał ogromne kłopoty, po przydybano go z puszką coca-coli. Był donos i nawet Putrament miał przez to problemy - opowiada Piotr Zawadzki.

Nowe czasy wymagały nowych mistrzów. Widzimy Zygmunta Chychłę i Helenę Rakoczy.

- Zygmunt Chychła, pierwszy powojenny mistrz olimpijski w boksie i też duży problem. To był prosty człowiek z Gdańska, który został bezlitośnie użyty w propagandzie. Wraca statkiem z Helsinek ze złotym medalem i zanim statek przybił do Gdyni już w polskiej prasie i polskiej agencji prasowej było mnóstwo wywiadów i pięknych słów, których on nigdy nie wypowiedział, bo nie miał nawet kiedy. W jego usta wkładano bardzo propagandowe historie - opowiada kurator wystawy.

W 1953 r. w Warszawie miały się odbyć mistrzostwa Europy w boksie. Bardzo ważna impreza, bo pierwsza taka duża w powojennej Polsce, a tu Chychła zachorował. - Lekarze zataili przed nim, że to początki gruźlicy po to tylko, by wystartował w tych mistrzostwach. Wystartował, zdobył złoty medal, a potem musiał zakończyć karierę w wieku 27 lat. Przestał być potrzebny władzy, wyemigrował do RFN, przyjął obywatelstwo niemieckie i przez lata w PRL nie można było o nim pisać - opowiada Piotr Zawadzki.

- Helena Rakoczy to z kolei świetna gimnastyczka, z odpowiednim pochodzeniem: córka włókniarki łódzkiej. Chętnie brała udział w różnych demonstracjach. Skrojona na miarę tamtych czasów. Zgrabna, ładna,, dobrze się prezentująca, wybitna sportsmenka, a do tego zaangażowana politycznie - mówi Zawadzki.

Ważne w tamtych czasach było współzawodnictwo pracy. Współzawodnictwo pracy rozpoczął Wincenty Pstrowski, górnik KWK Jadwiga. Do wyścigu w pracy zachęcali piłkarze. Prócz współzawodnictwa pracy mocno propagowano masowe zdobywanie odznaczeń „Sprawny do pracy i obrony”.

- Każdy Polak w zakładzie pracy, milicji, wojsku, w szkole musiał taką odznakę zdobywać.Polegała na osiągnięciu odpowiednich wyników w strzelaniu, rzucie granatem, skoku w dal, biegu, marszobiegu - opowiada kurator.

Liczyła się ilość. A więc nierzadko dochodziło do zawyżania liczby uczestników.

- Na przykład biegi narodowe, piękna przedwojenna tradycja, po wojnie w czasach stalinowskich stały się biegami masowymi i polegały tylko na windowaniu frekwencji. Dobry film polski z 1981 r. pt. „Wielki bieg”, pokazany dopiero pod koniec lat 80., pokazuje właśnie paradoksy takich wielkich biegów masowych. Żeby 22 lipca stanąć na mecie, ludzie biegną do Warszawy z różnych powodów: jeden biegnie, bo chce wygrać junaka; drugi, bo jest ideowcem, inny – bo chce doręczyć pismo prezydentowi Bierutowi w sprawie uwolnienia ojca niesłusznie zatrzymanego. Część tych biegaczy jest kompletnie nieprzygotowana do takich biegów, podwożono ich więc furmankami czy samochodami po to paręnaście kilometrów, tylko dlatego, by frekwencję ocalić.

W tamtych czasach polikwidowano kluby sportowe. Nie było Ruchu Chorzów, nie było Cracovii, Wisły Kraków, a pojawiły się koła i zrzeszenia sportowe. Zamiast Ruchu Chorzów – Unia, zamiast Cracovii Ogniwo, a w Tychach – Jedność Tychy. Każde koło było podłączone pod jakieś zrzeszenie – pracowników przemysłu spożywczego, budowlanego, górniczego,. W Tychach najwięcej było kół związanych z budownictwem. Te koła w 1957 r. zrzeszyły się w Klub Polonia Tychy, a potem - w 1971 - z tego narodził się GKS Tychy.

W pierwszej sali wystawowej warto zwrócić uwagę na puchar z "Czułowianki" – przykład, jak mówi Piotr Zawadzki, estetyki tamtych czasów.
- Puchary były z wyglądu paramilitarne. Przypominają pocisk odłamkowy czołgu 102 Rudy albo urnę, do tego skrzydełka, orzeł. To charakterystyczne dla lat 50. XX wieku - mówi Piotr Zawadzki.

Sala druga: planowość. Tu dominuje boks i Mistrzostwa Europy w boksie w 1953 r. w Warszawie.
- Trudno czas. Tuż po wojnie, w której straciliśmy mnóstwo sportowców i trenerów oraz działaczy sportowych, ale paradoksalnie, na tych mistrzostwach polscy bokserzy wypadli znakomicie. To jest do dziś legendarna impreza w historii polskiego sportu: pięć złotych, dwa srebrne, dwa brązowe medale. Wygraliśmy klasyfikację medalową, I jak wytłumaczyć społeczeństwu, że byliśmy od bokserów radzieckich? Znalazłem z Trybuny Robotniczej artykuł, gdzie widać, jak dziennikarz gimnastykuje, by niemal w każdym zdaniu oddać chwałę i cześć radzieckiej szkole. Naliczyłem kilkanaście wątków prosowieckich. Autor musiał tak pisać - mówi Piotr Zawadzki.

Wspomniany Chychła wygrał w finale z Rosjaninem, a polska ekipa... złożyła protest, że wygra niesłusznie. - Pierwszy to i jedyny taki przypadek, żeby przeciwko własnemu zawodnikowi protestowano - podkreśla kurator wystawy.

W tej sali widzimy na zdjęciach dopracowane w szczegółach defilady, staranne szyki oraz zdjęcia z budowy Stadionu Śląskiego. To przejawy teatralizacji życia sportowego.
- Wielkie imprezy sportowe wymagały wielkich obiektów sportowych. Na co najmniej 60-70 tysięcy widzów. W tamtych czasach powstał właśnie Stadion Śląski, Stadion 10-lecia w Warszawie, olbrzymie stadiony w Poznaniu, Wrocławiu... Ale nie tylko imprezy tam się odbywały - także dożynki, imprezy na 22 lipca, 1 maja, festyny, parady - mówi Piotr Zawadzki.

Znajdziemy tu oryginalny plakat z otwarcia Stadionu Śląskiego autorstwa Ryszarda Twardocha. - Na otwarcie rozegrany został mecz Polska NRD. Przygotowano piękny kryształowy puchar dla piłkarza, który strzeli pierwszego historycznego gola. Gol, owszem, padł, ale... samobójczy. Kryształowy puchar nikomu nie został wręczony - opowiada Piotr Zawadzki.

- Ceremonialność imprez była tak ważna, że nawet zwykłe zawody młodzieży musiały mieć olimpijski sznyt: znicz, pochodnia,, flagi, uroczyste zapalenie znicza, przysięga. Po prostu teatralizacja - podkreśla kurator wystawy.

Władza tamtych czasów dzieliła sport na dyscypliny popierane i tolerowane. Popierane to oczywiście te, w których brało udział dużo zawodników i dużo widzów: biegi masowe, lekkoatletyka, sporty siłowe (boks)... Do tego były to sporty tanie.
Do tolerowanych należały golf, bilard, tenis, czyli przedwojenne sporty, burżuazyjne i kosztowne. Uprawiał je, kto miał pieniądze.

Sala trzecia: masowość i Wyścig Pokoju, zdecydowanie najważniejsza w czasach stalinowskich impreza sportowa dla Polski i sąsiednich krajów socjalistycznych. Od 1948 najpierw na trasie Praga-Warszawa, potem NRD. Niestety, po 1968, niechętnie widziana na terenie Czechosłowacji, gdzie nawet podkładano kolarzom szpilki i gwoździe na trasie przejazdu.

- Była to wielka manifestacja pokoju i przyjaźni, ale jednak rywalizacja ostra, bliska szowinizmowi, ale porywała tłumy - mówi Zawadzki.

Widzimy tu rower Jaguar (z dętkami pod siodełkiem) dla najlepszych kolarzy oraz oryginalną koszulkę Józefa Gawliczka z lat 60. z picassowskim gołąbkiem pokoju.
- Niebieska koszulka przodowników w klasyfikacji drużynowej kolor niebieski. - podkreśla Zawadzki.

Na zdjęciach widzimy m.in. pierwszego polskiego zwycięzcę Wyścigu Pokoju, Stanisława Królaka.

Jest tu też literatura związana z Wyścigiem Pokoju, łącznie z pozycją Czesława Janczarskiego dla dzieci w serii "Poczytaj mi, mamo".

I są obrazy .

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie