Tychy: Augustyn Dyrda skończył 85 lat. Artysta to ma klawe życie [ZDJĘCIA]

Jolanta Pierończyk
2007 - odsłonięcie Starego Alojza Arkadiusz Ławrywianiec
Kształcił się na ślusarza konstrukcyjnego w Mikołowie, myślał o Politechnice Gdańskiej i budowie okrętów. O szkole artystycznej pomyślał dopiero wtedy, gdy za ozdobienie ścian jednej z restauracji scenkami śląskimi dostał trzy razy tyle, ile wynosiła wówczas przeciętna płaca, a on pracował tylko tydzień. Kropkę nad i postawiła uwaga jednego z nauczycieli, któremu zwierzył się ze swojego dylematu: ASP czy politechnika.

- Powiedział wtedy: bądź artystą, wtedy nigdy za nic nie będziesz ponosił odpowiedzialności. Bo kiedy ci coś nie wyjdzie jako konstruktorowi i zawali się jakaś konstrukcja, to będziesz miał poważne kłopoty - wspomina Augustyn Dyrda. Trafił do pracowni samego Ksawerego Dunikowskiego.

- Mistrz przyjeżdżał dwa razy w tygodniu na korektę prac, ale zatrzymywał się tylko przy tych pracach, które go zainteresowały - opowiada tyski rzeźbiarz. - Mnie nigdy nie pomijał. Studia skończyłem z wyróżnieniem. Na wydziale rzeźby był to po wojnie pierwszy dyplom z wyróżnieniem. Otwierał wszystkie drzwi. Na początek dostałem zamówienie na dwie płaskorzeźby na budynku Domu Kultury na os. A w Tychach. Współpracowałem wtedy z Józefem Potempą, adiunktem ASP w Krakowie.

Zaraz potem wygraliśmy konkurs na projekt pomnika Lenina i Stalina. Takie zamówienia szalenie nobilitowały rzeźbiarza. Dostawały się tylko artystom z dorobkiem, którzy byli w stanie zapewnić dziełu odpowiednio wysoki poziom artystyczny. Nie wstydzę się tamtych kompozycji. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że miałem szczęście je wykonać. W konkursach na pomniki Stalina i Lenina startowało ok. 80 procent ówczesnych rzeźbiarzy, wygrywali niektórzy. Jestem dumny, że byłem wśród tych nielicznych.

Sam nie wie dokładnie, ile zrobił pomników, rzeźb plenerowych, płaskorzeźb, popiersi, medalionów, medali, statuetek.

- Średnio trzeba by liczyć po trzy prace monumentalne na rok, a tych pomniejszych to od sześciu do dziesięciu - mówi.

Zdecydowana większość powstała na zamówienie. Jakie były czasy, takie zamówienia. Swoje prace starał się zawsze zrobić najlepiej jak potrafił.

Rzeźbienie przychodziło mu z łatwością. - Praca koncepcyjna zajmowała mi więcej czasu niż samo wykonanie - mówi. - Dwumetrowa rzeźba w glinie powstawała w półtora tygodnia, a teraz trzy miesiące.

Na czterometrowego dyskobola, który stanął na stadionie w Będzinie potrzebował w roku 1968 trzy tygodnie, a na 180-centymetrowego Starego Alojza przed kilku laty - trzy miesiące. - Ale to nie tylko dlatego, że człowiek słabszy - tłumaczy. - To także kwestia większej świadomości artystycznej i większych wymagań wobec siebie. Młody człowiek pracuje, jak umie i nie dzieli włosa na czworo. Z wiekiem rośnie krytycyzm wobec siebie. Człowiek ciągle z czegoś nie zadowolony, dłużej szuka pomysłu, a jak już znajdzie, to jeszcze chce go udoskonalić.

Mimo 85 lat nadal pracuje. W ostatnim dziesięcioleciu zrekonstruował pomnik Redena dla Chorzowa, wykonał pomniki Grota Roweckiego i Augusta Kissa dla Tychów, zrekonstruował przedwojennego powstańca śląskiego na pomniku na pl. Wolności, zrobił rzeźbę Starego Alojza oraz tablicę pamiątkową dla MDK 1. A do tego przeprowadza renowacje swoich dawnych rzeźb tyskich - niedźwiadki, "Chłopców z gęsią". Teraz kończy renowację Karolinki z os. K.

- Tak to już jest z artystami: pracują, dopóki sił starczy, do końca życia - mówi. - Mój nauczyciel, Ksawery Dunikowski, żył 89 lat i do końca tworzył.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie