Kryptonim: Obiekt, czyli cud nad Rawą - film Wojciecha Wikarka o zwycięstwie Polski nad ZSRR w hokeju ZDJĘCIA

Jolanta Pierończyk
Jolanta Pierończyk
Kryptonim: Obiekt, czyli cud nad Rawą - film Wojciecha Wikarka. Premiera w kinie Kosmos w Katowicach Jolanta Pierończyk
11 czerwca w kinie Kosmos odbyła się premiera filmu „Kryptonim: Obiekt, czyli cud nad Rawą” , o jedynym w historii hokeja zwycięstwa Polski nad Związkiem Radzieckim, podczas Mistrzostw Świata w Katowicach w 1976 r. Jego twórcą jest Wojciech Wikarek, który… mógł być bramkarzem w tym meczu.

W 1976 r. Wojciech Wikarek miał 18 lat, jak Henryk Gruth, najmłodszy członek reprezentacji Polski z numerem 3. Był zawodnikiem KS Baildon Katowice w latach 1968-78, jako bramkarz.

- Moim guru był Andrzej Tkacz. Jego portret wisiał nad moim łóżkiem. Starałem się go naśladować: głowa dół, skupienie, obserwacja i to powolne wstawanie po każdym obronionej bramce, powolne, jakby opadł z sił, ale niech by krążek leciał w jego kierunku, to od razu był jak błyskawica – opowiadał podczas premiery swojego filmu.

Andrzej Tkacz siedział na widowni, jak większość członków tamtej drużyny, łącznie z jednym z trenerów, Jerzym Mrukiem. Wszyscy oni wystąpili zresztą w tym filmie, wspominając to historyczne wydarzenie.

Twórca filmu w tym niezapomnianym meczu nie wziął udziału, natomiast miał w tych mistrzostwach swój udział innego rodzaju – przez dwa dni na lodowisku w Oświęcimiu był nauczycielem jazdy na łyżwach dla… Urszuli Sipińskiej, która miała zaśpiewać, jeżdżąc po lodzie, a nie umiała.
- Więc ćwiczyliśmy dwa dni po trzy godziny – wspomina Wojciech Wikarek.

Podczas występu towarzyszyło jej czterech hokeistów. Powiedziano, że wybrani zostali najprzystojniejsi. Henryk Gruth, który był w tym gronie, nie ukrywał, że było to nieco kłopotliwe wyróżnienie, bo trzeba się było szybko przebrać. Hokeiści towarzyszą bowiem piosenkarce w eleganckich garniturach. Ale efekt był. Prezentowali się świetnie. Występ się udał.

Mecz reprezentacji Polski i ZSRR 8 kwietnia 1976 r., Wojciech Wikarek oglądał z trybun Spodka.
- Nie miałem zamiaru tam iść. Ale zadzwonił kuzyn, że ma bilety, więc poszedłem – wspomina, nie ukrywając, że w najśmielszych marzeniach nie był w stanie zobaczyć tego, co podczas tego meczu działo się na tafli.

Wygrać 6:4 ze Związkiem Radzieckim było wielkim zaskoczeniem dla Polaków. Po prostu cud nad Rawą. Ale wynikał on w dużej mierze ze zlekceważenia przeciwnika przez Rosjan. Jak wspominano, nawet w bramce postawiono nie tego najlepszego bramkarza.

Mało kto jednak w Polsce widział to zwycięstwo. Mecz rozpoczął się bowiem o dwudziestej, a w telewizji był retransmitowany dopiero o godz 23, czyli skończył się po północy, a następnego dnia ludzie musieli iść do pracy, więc mało kto mógł sobie pozwolić na zarwanie nocy. Tym bardziej, że – jak już powiedzieliśmy – nikt się nie spodziewał takiego wydarzenia.
Tę noc zarwali natomiast hokeiści. Z emocji nie mogli zasnąć.
- Chyba środki nasenne musielibyśmy zażyć – mówił Walenty Ziętara, który wtedy miał 27 lat i grał w ataku.
I następnego przeżyli ogromną porażkę z meczu z Czechosłowacją.

Po takim meczu, jak ten z ZSRR, Andrzej Tkacz czy Wiesław Jobczyk, który strzelił wtedy aż trzy gole – jak zauważył prowadzący spotkanie Piotr Zawadzki – mieliby intratne propozycje zagranicznych klubów. W tamtym czasie, niestety, zawodnik mógł takie propozycje przyjmować dopiero, kiedy skończył 30 lat.
- A ja grałem nawet do 31 lat, bo usłyszałem, że tu jestem potrzebny – przypomniał Jobczyk.

Podczas premiery filmu Wikarka można było zobaczyć autentyczny krążek, który jako drugi utkwił w bramce drużyny ZSRR po strzale Jobczyka.

Wojciech Wikarek rozstał się z hokejem, mając 20 lat. Hokejowy kij zamienił na kamerę. Zaczął robić filmy. Niezależne. Głównie o tematyce górniczej. Świetne filmy, zdobywające nagrody na festiwalach i innych przeglądach. Zaczął organizować w Bieruniu festiwal amatorskich filmów niezależnych, który z roku na rok zyskiwał coraz większą renomę i rozmach.

Po latach obracania się w kręgu tematyki górniczej zwrócił się nagle w kierunku sportu. Dwa lata temu, w czerwcu 2019 r. premierę miał film „Hanys”, o Zygmuncie Hanusiku, legendarnym kolarzu z Wyścigu Pokoju. Wojciech Wikarek dotarł do innych gwiazd polskiego kolarstwa: Ryszarda Szurkowskiego, Stanisława Gazdy i innych. Film zdobył wiele nagród.

Potem zrobił film o swoim ojcu, Ireneuszu Wikarku, dyrektorze Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach.

A teraz ten film o jedynym zwycięstwie polskich hokeistów nad Związkiem Radzieckim. Pasjonujący nawet dla tych, którzy sportem zupełnie się nie interesują. Kwiaty, które twórca filmu dostał, podarował mamie, Krystynie Wikarek, emerytowanej montażystce dźwięku Telewizji Katowice.

Premierę tyską film Wojciecha Wikarka będzie miał 20 czerwca o godz. 18 w mediatece przy alei Piłsudskiego 16.

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie