18 lat temu lawina na Rysach porwała licealistów z Tychów. "Nagle czarne punkciki w górze zniknęły, poczuliśmy drżenie ziemi"

Jolanta Pierończyk
Jolanta Pierończyk

Wideo

Zobacz galerię (4 zdjęcia)
28 stycznia 2003 o 10.45 zeszła z Rysów lawina, która porwała dziewięcioro uczestników wyprawy górskiej z I LO im. Leona Kruczkowskiego w Tychach. Uratowała się tylko jedna dziewczyna, osiem młodych osób zginęło. 28 stycznia 2021 r. przed jedenastą pod tablicą pamiątkową w szkole zapłonęły znicze, a o godz. 18 w kościele Świętej Rodziny odprawiona została msza w intencji ofiar lawiny. Największą tragedię lawinową w polskich Tatrach przypomina Jolanta Pierończyk, dziennikarka "Dziennika Zachodniego".
  • 28 stycznia 2003 roku z Rysów zeszła lawina. Porwała dziewięcioro uczestników wyprawy górskiej z I LO im. Leona Kruczkowskiego w Tychach. Uratowała się jedna dziewczyna
  • To była największa tragedia lawinowa, jaka do tej pory wydarzyła się w polskich Tatrach
  • "Dotarłszy do Czarnego Stawu, usiedliśmy na lodzie i popatrzyliśmy w górę. Zobaczyliśmy ich. Wyglądali jak maleńkie czarne kropki na wielkim białym tle"
  • W tyskim "Kruczku" nauczyciele ciągle pamiętają uczniów, którzy wówczas zginęli. 28 stycznia 2021 roku pod szkolną tablicą pamiątkową znów zapłoną znicze
  • "Kiedy się sprzeczaliśmy na katechezie, to mówiła: „Księże, jak już tam pójdziemy do góry, to się okaże, kto ma rację: ksiądz czy ja”.
  • W lutym 2004 r. organizator wyprawy po raz pierwszy stanął przed sądem. Rozpraw było wiele. Został skazany

***

Daj nam wiarę w mrok i świt/ Daj hart tatrzańskich skał - taki napis znajduje się na pamiątkowej tablicy, która w „Kruczku” zawisła w pierwszą rocznicę tragedii. Odtąd co roku, przed jedenastą, zapalane są tam znicze.

Na tablicy są nazwiska wszystkich ofiar tej lawiny: sześciu licealistów, brata (studenta) jednego z nich i jednego z opiekunów.

Osiem nazwisk ofiar lawiny w porządku alfabetycznym:

  • Przemek Kwiecień,
  • Szymon Lenartowicz,
  • Andrzej Matyśkiewicz,
  • Łukasz Matyśkiewicz,
  • Justyna Narloch,
  • Ewa Pacanowska,
  • Artur Rygulski
  • Tomasz Zbiegień.

Nauczyciele mają ich wszystkich żywo w pamięci.

- Przemek to był potężnie zbudowany chłopak, dziewczyny lubiły się do niego tulić, a on je tak ogarniał całym sobą. Siedział w ostatniej ławce, w środkowym rzędzie. Taki dobry misiu klasowy - mówi ks. Damian Gajdzik, ówczesny katecheta w „Kruczku”. - Justyna była najmłodsza. Lubiła góry, żeglarstwo. Taka drobniutka, cichutka. Zawsze mi się wydawała nie z tego świata. Ewa, wprost przeciwnie - zadziorna. Młoda artystka. Modelka. Lubiła dyskutować. W klasie wchodziła na parapety i otwierała okna. „Tu jest za duszno, tu się wszyscy podusimy”, mawiała. Kiedy się sprzeczaliśmy na katechezie, to mówiła: „Księże, jak już tam pójdziemy do góry, to się okaże, kto ma rację: ksiądz czy ja”. Nie spodziewałem się, że to tak szybko nastąpi. Trzy dni przed śmiercią była na studniówce swojego chłopaka jako osoba towarzysząca w pięknej sukni, którą sobie podobno sama zaprojektowała. Była śliczna. Następnym razem, niestety, była w tej sukni już w trumnie.

To była największa tragedia lawinowa, jaka do tej pory wydarzyła się w polskich Tatrach. Osiemnaście lat temu, 28 stycznia 2003 r. wypadł we wtorek. To był drugi dzień ferii zimowych i drugi dzień pobytu w Tatrach młodzieży z „Kruczka”. Pierwszego dnia Rysy zdobyła jedna część grupy, drugiego miała na szczyt pójść druga. W tej pierwszej był Michał Kasperczyk, dziś radny miejski.

- Przed snem mieliśmy odprawę, w czasie której uczyliśmy się, jak korzystać ze sprzętu, jak się zachować podczas lawiny, itp. Wiedzieliśmy wszystko. Byliśmy dobrze przygotowani - zapewnia..

Rano - wyjście. - Pogoda była piękna. Na szczycie posadziliśmy naszego klasowego misia z czekanem, porobiliśmy zdjęcia i w dół. Po powrocie opowiadaliśmy reszcie grupy, jak było pięknie, niejako zaostrzając im apetyt - opowiada.

On sam też chciał powtórzyć wspinaczkę i rano był już gotowy do wyjścia. - Pogoda była nieco gorsza niż poprzedniego dnia, nauczyciel poszedł do TOPR-owców, żeby zapytać, czy można wyjść w góry, ale nie usłyszał zakazu. Mnie natomiast powiedział, że jeśli mógłbym zostać w schronisku, to mój sprzęt wzięłaby Justyna Narloch. Nie pamiętam, o jaki element chodziło, ale staraliśmy sobie pożyczać rzeczy lepszej jakości, żeby szło się nam jak najlepiej i najbezpieczniej - wspomina.

Grupa poszła. Około dziesiątej ci, którzy zaliczyli Rysy poprzedniego dnia, postanowili wyjść jej naprzeciw.

- Dotarłszy do Czarnego Stawu, usiedliśmy na lodzie i popatrzyliśmy w górę. Zobaczyliśmy ich. Wyglądali jak maleńkie czarne kropki na wielkim białym tle. Dostałem SMS-a, że w Tychach testowany jest nowy autobus. Przeczytałem go kolegom. Nagle czarne punkciki w górze zniknęły, a chwilę potem poczuliśmy drżenie ziemi - opowiada.

„Lawina!” - wrzasnął opiekun i kazał grupie wracać do schroniska. Biegli co sił w nogach, potykając się o krzewy, skałki. W pewnym momencie usłyszeli huk.

- Lawina uderzyła w lód Czarnego Stawu, a na nas posypał się śnieżny pył - wspomina radny.

Pomoc, która natychmiast przybyła na miejsce, wydobyła nieprzytomnego Przemka Kwietnia (zmarł 72 dni później) i ciało 22-letniego Łukasza Matyśkiewicza. Resztę ofiar Tatry zaczęły oddawać dopiero po ponad trzech miesiącach: 13 maja Szymona Lenartowicza, 5 czerwca Artura Rygulskiego, 7 czerwca Ewę Pacanowską i Andrzeja Matyśkiewicza, 8 czerwca Tomasza Zbiegienia (drugi opiekun), 17 czerwca Justynę Narloch.

Pochowani zostali obok siebie na cmentarzu komunalnym w Wartogłowcu. Osobno - przy kościele św. Marii Magdaleny - spoczywa jedynie Przemek, który zmarł zanim zaczęto odnajdywać ciała jego kolegów. Gdzie indziej pochowany był też Łukasz, ale kiedy na cmentarzu wybrano wspólne miejsce dla ofiar lawiny, został tam przeniesiony. Razem z bratem spoczywają w jednej mogile.

„Już Niebo Was tuli w objęciach/ po fioletowych wiedzie wrzosowiskach,/ Zamknęło w wieczności skarby nasze./ Cisza.../ I nikt jęku ni skargi: „Mamo” nie posłyszał,/ a kurniawa hen, w dal poniosła cichutkie westchnienia./ I Rysom darowali ostatnie spojrzenia, / gdy śnieg się rozprysnął, jak marzenia / na ich młodych ustach./ Pustka...”, napisała Ania Albińska.

„Jak szybko potrafią zasnąć powieki/ Drżące od zimna/ Jak wiele trzeba/ By móc ogarnąć/ Białą przestrzeń ciszy...”, zaczęła swój wiersz Ania Tońska.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA

Karteczki z tymi i innymi wierszami pojawiły się pod drzwiami szkoły zaraz po tragedii, obok kwiatów i zniczy. Wraz z nauczycielem, który ich powiódł w Tatry, uczniowie zebrali te kartki i złożyli w tomik pt. „Biała cisza”. Większość z tych utworów doczekało się muzyki. Skomponowali ją ówcześni uczniowie i absolwenci. Zostały nagrane na płycie pt. „Requiem”.

W lutym 2004 r. organizator wyprawy po raz pierwszy stanął przed sądem. Rozpraw było wiele. 11 kwietnia 2006 r. został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Do szkoły już nigdy nie wrócił. Skorzystał z prawa do emerytury. W 2016 r. ojciec Andrzeja i Łukasza Matyśkiewiczów jeszcze raz pozwał go do sądu. Żądał zadośćuczynienia za śmierć synów. Chciał 140 tys. zł z odsetkami.

Sąd przychylił się do żądania. Z odsetkami było to ok. 166 tys. zł. Ze swojej emerytury nauczyciel spłacałby tę kwotę pewnie do końca swoich dni, ale w sukurs przyszły byłe uczennice, które założyły konto na zrzutka.pl i w mig kwota została zebrana.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Majówka 2021

Szukasz prezentu dla dziewczyny, partnerki, żony?

Materiały promocyjne partnera

Szukasz prezentu dla chłopaka, partnera, męża?

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie