GKS Tychy - ŁKS Łódź 0:2. Kuriozalny gol w meczu przyjaźni [ZDJĘCIA KIBICÓW]

Redakcja
- Tyszanie nic się nie stało - skandowali kibice, gdy ŁKS strzelał gole gospodarzom. Łodzianie wykonali bardzo ważny krok w kierunku awansu do Lotto Ekstraklasy, a GKS zaliczył bardzo słaby występ, który może zwiastować sporą nerwówkę w końcówce sezonu.

Mecz GKS-u Tychy z ŁKS-em Łódź w kategoriach kibicowskich był meczem przyjaźni. Najzagorzalsi kibice obu klubów siedzieli wspólnie, ich doping trudno było odróżnić. Tym niemniej dla piłkarzy stawka spotkania była jasna: gospodarze wciąż walczą o uniknięcie stresu na finiszu rozgrywek, a przed ekipą gości, dzięki porażce Stali Mielec, otworzyła się szansa, by wykonać znaczący krok do awansu.

Nieszczęścia zespołu Ryszarda Tarasiewicza rozpoczęły się już na rozgrzewce. Wtedy kontuzji doznał Mateusz Grzybek, którego w osłabionej kartkami obronie musiał zastąpić Maciej Mańka. Takie rzeczy oczywiście się zdarzają, ale to, co miało miejsce w 7 minucie stanowiło kurizum. Tyszanie wycofywali piłkę spod linii środkowej i doprowadzili ją do swojego bramkarza. Konrad Jałocha wdał się jednak w drybling z Patrykiem Bryłą, przegrał ten pojedynek sromotnie, i łodzianin spokojnie kopnął piłkę do siatki.

Jak się okazało był to jedyny gol, jaki padł w pierwszej połowie, w czym zresztą również największy udział miał bramkarz Tychów, który co najmniej dwukrotnie uratował kolegów przed stratą kolejnych bramek.

Po zmianie stron niewiele się zmieniło. Mecz trudno było nazwać porywającym, a przewagę utrzymywali łodzianie. Jałocha miał znów świetne interwencje, a z pozycyjnych ataków gospodarzy niewiele wynikało.

Najlepszą okazję dla Tychów miał Łukasz Grzeszczyk, który w 74 minucie nabiegając na mocno dośrodkowaną piłkę nie trafił nią w bramkę.

Im bliżej było końca meczu tym wyraźniej inicjatywę przejmował GKS. Łodzianie emocje zgasili jednak definitywnie w 83 minucie, gdy Daniel Ramirez w dziecinny sposób ograł Łukasza Bogusławskiego, a całą linię obrony potraktował jak słupki na torze przeszkód i pewnym uderzeniem podwyższył prowadzenie. Trybuna zajmowana przez kibiców z Tychów i Łodzi krzyknęła: - Tyszanie, nic się nie stało! i na tym właściwie mecz - bardzo słaby zwłaszcza w wykonaniu gospodarzy, - się zakończył.

- Zawsze obawiam się takich meczów przyjaźni, żeby nie udzieliło się to piłkarzom. Na murawie działo się jednak sporo, udało nam się wykorzystać dwie, więc wywozimy cenne punkty, ale liga jeszcze trwa - podsumował spotkanie trener Kazimierz Moskal.

- To był ciekawy mecz, oba zespoły były dobrze zaawansowane technicznie i chciały grać w piłkę. Żywiliśmy ŁKS naszymi stratami w środku pola - skomentował natomiast mecz Ryszard Tarasiewicz. - Nie mogę mieć pretensji do swoich zawodników. A bramkarz? Takie błędy bramkarzom się przytrafiają. Tak bywa i stało się w tym meczu...

GKS Tychy - ŁKS Łódź 0:2 (0:1)
0:1
Patryk Bryła (7), 0:2 Daniel Ramirez (83)
Tychy Jałocha - Mańka, Bogusławski, Sołowiej, Abramowicz - Adamczyk, Keon, Steblecki, Grzeszczyk, Siemaszko (74. Monterde) - Piątkowski. Trener Ryszard Tarasiewicz.
ŁKS Kołba - Grzesik, Sobociński, Juraszek, Klimczak - Ramirez, Piątek, Bielak, Łuczak (89. Pyrdoł), Bryła (76. Wolski) - Sekulski (68. Kujawa). Trener Kazimierz Moskal
Żółte kartki Bogusławski, Abramowicz, Daniel
Sędziował Sebastian Krasny (Kraków)
Widzów 4.632

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: GKS Tychy - ŁKS Łódź 0:2. Kuriozalny gol w meczu przyjaźni [ZDJĘCIA KIBICÓW] - Tychy Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie